Wróciliśmy z Florydy i tym razem musieliśmy skupić się na czymś zupełnie innym – na dokładnym przebadaniu Janka w Polsce.
Wyniki badań krwi z Gainesville wciąż nie dawały nam spokoju. Musieliśmy znaleźć przyczynę podwyższonego poziomu bilirubiny, bo bez wyjaśnienia tego problemu klinika nie mogła kontynuować kwalifikacji Janka do badania.
Umówiliśmy konsultację z gastrologiem.
Dostaliśmy długą listę badań krwi oraz skierowanie na USG jamy brzusznej. Kolejne pobrania, kolejne wizyty, kolejne oczekiwanie na wyniki.
Po raz kolejny nasze życie zaczęło kręcić się wokół badań.
W końcu udało się znaleźć odpowiedź.
Zespół Gilberta.
Łagodna, uwarunkowana genetycznie cecha, która powoduje okresowe podwyższenie poziomu bilirubiny we krwi. Nie jest to choroba wymagająca leczenia, ale w przypadku Janka stała się kolejną przeszkodą, którą musieliśmy wyjaśnić przed kliniką.
I oczywiście…
Po raz kolejny okazało się, że Janek jest wyjątkowy. 😉
Tym razem również genetycznie.
Kiedy tylko otrzymaliśmy wyniki, natychmiast skontaktowałam się z kliniką w Gainesville. Wysłałam całą dokumentację i dokładne rozpoznanie.
Otrzymałam odpowiedź, że wyniki zostaną przekazane zespołowi kwalifikującemu.
I znowu usłyszeliśmy:
musimy czekać.
Tym razem byliśmy jednak trochę spokojniejsi. Wiedzieliśmy już, co było przyczyną nieprawidłowych wyników i mieliśmy nadzieję, że to pozwoli klinice wrócić do procesu kwalifikacji.
Pozostało nam tylko uzbroić się w cierpliwość.
A życie?
Życie musiało toczyć się dalej.
Janek miał sporo zaległości w szkole po dłuższej nieobecności. Musiał wrócić do nauki i nadrobić wszystko, co go ominęło. Wrócił również do treningów piłkarskich – do swojego świata, który mimo choroby nadal był dla niego bardzo ważny.
My wróciliśmy do pracy.
Codzienne obowiązki, szkoła, treningi, dom…
Z zewnątrz wszystko wyglądało normalnie.
Ale gdzieś z tyłu głowy cały czas mieliśmy jedną myśl.
Kiedy przyjdzie wiadomość z Gainesville i Miami?
I po raz kolejny czekaliśmy na tę, która może dać Jankowi szansę.