I stało się.
Po miesiącach ciszy nagle pojawiła się odpowiedź ze Stanów Zjednoczonych.
Mail, na który czekałam prawie rok.
Codziennie sprawdzałam skrzynkę. Pisałam do kolejnych klinik, wysyłałam wyniki badań Janka, opisy choroby, prośby o pomoc. Dziesiątki wiadomości. Dziesiątki prób.
I prawie zawsze… brak odpowiedzi.
Z czasem człowiek zaczyna się zastanawiać, czy ktoś w ogóle to czyta. Czy po drugiej stronie naprawdę jest jakakolwiek szansa.
Aż nagle odezwali się oni.
Klinika z Teksasu – Valley Retina Institute w Mc Allen
Po weryfikacji wyników badań Janek został zaproszony na badania kwalifikacyjne do Stanów Zjednoczonych.
Pamiętam ten moment dokładnie.
28 października 2025 roku.
Czytałam tego maila kilka razy, bo nie mogłam uwierzyć, że to dzieje się naprawdę.
A potem spojrzałam na termin wizyty.
3 listopada.
Kilka dni.
Kilka dni na podjęcie decyzji, organizację wyjazdu na drugi koniec świata, dokumenty, bilety, pieniądze, pracę, szkołę i całe życie, które nagle trzeba było zostawić za sobą.
To było jak emocjonalny rollercoaster.
Udało mi się przesunąć termin wizyty na 11 listopada. To dało nam odrobinę czasu… ale tylko odrobinę.
I wtedy zaczęło się wszystko.
Nerwy. Telefony. Organizacja. Strach. Próba dopięcia każdego szczegółu.
Bo kiedy nagle pojawia się nadzieja, człowiek zrobi wszystko, żeby jej nie stracić.
Mieliśmy świadomość, że to może być jedyna szansa dla Janka.
I wiedzieliśmy jedno.
Musimy spróbować.